courage

DON’T SAY MAYBE
IF YOU WANT TO SAY 
NO.


Och, jakże to dzisiaj jest do mnie! 

dzisiaj słowami Mrożka

Najtrudniej jest przeżyć następne pięć minut.

Życie – to jest następne pięć minut. 
A jednak robimy wszystko, żeby o tym nie myśleć.
Plany, nadzieje, lęki – dotyczą przyszłych tygodni, miesięcy lat, a nawet dziesięcioleci.
W nich wyłącznie żyjemy, czyli nie żyjemy, ale wyobrażamy sobie życie.
Ze strachu przed następnymi pięcioma minutami? Czy z nudów?
Bo następne pięć minut prawie zawsze jest bardzo nieefektowne.
Najczęściej trzeba coś przełożyć z miejsca na miejsce,
a potem z powrotem na to samo miejsce,
wstać, usiąść, zareagować.
A jednak nie ma innego życia jak tylko następne pięć minut.
Reszta to wyobraźnia.
(Chyba, że wyobraźnia jest życiem. W takim razie odwołuję wszystko).
Taka jest prawda.
                                                                                      Sławomir Mrożek, Małe listy



O niczym innym tu nie mówię :)

odpuść sobie

Jedna z najbardziej zaskakujących zmian 

w sposobie myślenia, która we mnie zaszła 

dotyczy roli odprężenia w życiu człowieka.
Kiedyś myślałam, że to zbędne zawracanie głowy, strata czasu. 
Że ze wszystkim sobie poradzę ogarniając to umysłem.
I zwiększając tempo (!)
Nic bardziej mylnego.
Dopiero na poziomie głębokiego odprężenia,
rozluźnienia ciała i umysłu
wiemy co jest dla nas najlepsze, czego potrzebujemy.
Nikt tego nie wie lepiej od nas. 
Bo i skąd??
Kiedy pozwalamy  sobie na odprężenie,
nawiązujemy ze sobą głęboki, prawdziwy kontakt.
I ni stąd, ni zowąd, znajdujemy odpowiedzi 
na dręczące nas pytania i wątpliwości.
Ale jest jedno „ale”.
Żeby się prawdziwie odprężyć trzeba się poddać..
Trzeba się zgodzić na to co jest.
I przyjmować to, co się zdarza.
Dobre i złe. Przyjemne i niemiłe. 
Chwila po chwili.
Nie odpychać. Przygarnąć. Popatrzeć z bliska.
A wówczas napięcie znika..



ważny dzień

Dzisiaj jestem z siebie szczególnie dumna. 
Potrafiłam wyhamować potok myśli, 
a co z tego wynika w moim przypadku – działań (NATYCHMIASTOWYCH działań!).
I jeszcze to zauważyłam (świadomość świadomości ha!).
Działam, ale jak na hamulcu ręcznym. 
Zwalniam „mechanicznie”. Poprzez obserwację tego, komu się spieszy. 
Staram się pamiętać o tym, co najważniejsze. 
I że tak naprawdę, nie ma się dokąd spieszyć.
Tempo to jedno, a drugie to rzucanie po ocenie wyboru.
Mooorze możliwości!
Na to też jestem czuła, jak moje stawy na zmianę pogody.
I dzisiaj (a w zasadzie od wczoraj) udało mi się utrzymać lejce i mieć pod kontrolą ten rozpędzony pociąg we mnie.
Chyba pierwszy raz. 
Z. byłby ze mnie dumny. A przynajmniej uśmiechnąłby się szeroko..
Znasz to uczucie kiedy ćwiczysz, ćwiczysz i zaczyna wychodzić?
Hurrraaaa!!