o ironio!

hmm planowałam dzisiaj napisać o pewności, niezmąconej radości,
a obudziłam się pełna wątpliwości. Nie, nie TEGO najważniejszego,
bo to Jest Jakie Jest (codziennie za to dziękuję [i proszę o jeszcze ;)]).
Mówię o rozedrganiu, uczuciu pokawałkowania, potrzebie galopu, zdążenia,
zrobienia więcej i lepiej. Dzisiaj mój mały blog mógłby być wsparciem dla mnie samej ;)
Wiem, że to tylko myśli, galopujące i ścigające się. Wiem już nawet
co trzeba wtedy zrobić. A jednak mam ochotę potaplać się trochę w tym chaosie.
Ponarzekać, że wszystkiego jest za dużo: myśli, słów, możliwości wyboru,
zadań do wykonania, kątów do ogarnięcia, ludzi do zadbania, książek do przeczytania,
zaległości do nadrobienia. Mam ochotę poużalać się nad sobą, zanim wyjdę z siebie,
stanę obok i będę tylko obserwatorem. Tych psikusów umysłu. Bo jutro znowu będzie inaczej.
I nawet jeszcze nie wiem jak. Już przestałam się łudzić, że to ja o tym decyduję. Biorę co dają ;)

o ironio

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *