to, co najważniejsze

Oto dlaczego uważam, rozmyślanie* o własnej śmiertelności, za potrzebne:

„Pamięć o tym, że niedługo umrę, to najważniejsze narzędzie, na jakie kiedykolwiek natrafiłem. Pomaga mi podejmować poważne, życiowe decyzje, ponieważ niemal wszystko – wszelkie zewnętrzne oczekiwania, wszelka duma, wszelki lęk, zażenowanie lub porażki – wszystko to po prostu znika w obliczu śmierci. Pozostaje tylko to, co naprawdę ważne.”
Steve Jobs, 2005 r.



kontemplowanie, uzmysławianie, uświadamianie sobie

cisza pomiędzy dźwiękami

Y: Co zrobić żeby kłótnie dzieci i inne ich hałaśliwe zachowania tak nie denerwowały?

X: Przepuszczaj to przez siebie. Nie zatrzymuj, nie blokuj, nie powstrzymuj. Oddychaj. Nie myśl: wytrzymam, nie wytrzymam. Nie miej oczekiwań, nie chciej żeby się skończyły, nie próbuj zmieniać, nie oceniaj. Traktuj jak dźwięki otoczenia, jak szczekanie psa, brzęczenie muchy, stukanie młotka, jak głośniejszą muzykę, która dobiega z zza okna. Ktoś stuka młotkiem. Szczeka pies. Słyszę muzykę. Kropka. 

Y: Czyli przez jakiś czas muszę słuchać disco polo?

X: Nie. Teraz już oceniasz. Nie lubię disco polo. Nie lubię hałasu. Spróbuj nie oceniać. Jest jak jest. Jak pogoda za oknem. Raz słońce, raz deszcz. I nawet nie przyjdzie Ci do głowy żeby mieć na to wpływ. Czy masz jakiś stosunek do pogody gdy sprawdzasz prognozę? Raczej nie, chcesz tylko wiedzieć czy zabrać ze sobą parasol. Sprawdzasz, stwierdzasz (bez oceny) i ustosunkowujesz się.
Nie chodzi o to, że masz polubić to, czego nie znosisz, albo udawać, że Ci to nie przeszkadza. Raczej o to żeby zauważać swoje automatyczne reakcje, zanim one przejmą kontrolę.

Y: No nie wiem..

X: Dobra wiadomość jest taka, że to można wyćwiczyć. Zacznij od czegoś lekkiego, może jakiś alarm samochodowy za oknem? Niekoniecznie od razu od tego, co Cię najbardziej irytuje. Jak z nauką pływania – najpierw płytka woda, później coraz głębiej. Skakanie na główkę nie jest wskazane.


brak (mi) słów

Tak mi dzisiaj przykro,
że nie potrafię powiedzieć tego,
co tak bardzo bym chciała.
Mogę się tylko ślizgać po powierzchni słów,
które kawałkując Rzeczywistość 
nie oddają Jej prawdziwej natury. 

Bo jak opisać stan zagłębienia w bieżącej chwili,
który w jednym momencie 
ukazuje naszą osobę/sytuację jako całość 
w tak  s z e r o k i e j  p e r s p e k t y w i e 
czasowo-przestrzennej
Jestem tu i teraz, a mam świadomość
w jakim momencie życia się znajduję
i w jakich okolicznościach. 

I nic na to nawet nie próbuję poradzić,
że brzmi to tandetnie albo mało zrozumiale. 
Kosmos po prostu.

cuda codzienności

To miał być zwyczajny, 
pełen wrażeń i niespodzianek 
dzień jak co dzień. 
Nie mając żadnych oczekiwań,
nie spodziewałam się prezentów
w postaci tak sprzyjających zbiegów okoliczności.

Ale to chyba już tak jest –
kiedy nie wyczekujemy fajerwerków,
dostrzegamy i otrzymujemy inne cuda,
o których istnieniu nie mielibyśmy nawet pojęcia,
będąc zapatrzonym w jeden, wyznaczony przez siebie cel.

nie taka znowu bajka

Dawno, dawno temu, żyła sobie niepewna wszystkiego dziewczynka.
Czasami zdarzały się jej przebłyski świadomości.
Nader często pojawiała się myśl,
że wszystko jest tak samo ważne, jak i nieważne.
Przyglądała się jej dłużej, obchodziła z każdej strony
i mimo, że przeczuwała prawdziwość tego stwierdzenia,
nie rozumiała o co chodzi.

100 lat później jestem już duża i wiem co to znaczy.
Ale nie potrafię tego jeszcze zmieścić w słowach.

CDN.. za 100 lat



;)

oddech za oddechem

Cóż, to były pierwsze wakacje, 
które przeżyłam chwila po chwili, 
a nie miesiąc po miesiącu, 
ani nawet tydzień po tygodniu.
Tylko dzień po dniu, chwila po chwili.
Bez przyspieszania i wyczekiwania, 
bez przytrzymywania na dłużej (bez – niech trwa!), 

To fantastyczne nie dzielić czasu na lepszy i gorszy,
na pracę, obowiązki, dom, przyjemności,
a brać co się zdarza, 
z taką samą ciekawością, uważnością, 
szacunkiem i wdzięcznością. 

Dzięki temu żadna chwila nie  została zmarnowana.
A że chwil było wiele – dużo się zdarzyło.
I naprawdę wypoczęłam. 



(nie) całkiem przyziemne olśnienia

Mijam mocno starszego pana i łapię się na myśli,
że pewnie jego dni są policzone.
I dokładnie w tym samym momencie 
uświadamiam sobie, po prostu wiem, 
że każdy jest w tej samej sytuacji.
Wszyscy mamy policzone oddechy,
nikt nie zostaje tu ani minuty dłużej, niż ma zostać.
I taka dziwna pewność, 
że niczego nie zyskuje ten, kto jest tu dłużej,
i nic nie traci, kto jest krótko.



list do e.

Wiem kiedy przychodzisz.
Widzę cię już jak się zbliżasz.
Czasami nawet, dla własnej próżności,
pozwalam ci chwilę porządzić.
Ale nawet wtedy mam świadomość,
że nie jesteś ani prawdziwe, ani tak ważne jak myślisz.
Pilnuję żeby mieć cię na oku, moje ego.