na skróty

Nie wierzę w chodzenie na skróty.
Teoria nie zastąpi doświadczenia.

Czyjś pomysł na siebie nie może być Twoim.
Ty jesteś wyjątkowy i niepowtarzalny,
nikt poza Tobą nie wie, co jest dla Ciebie najlepsze.
Masz w sobie każdą odpowiedź;
nawet jeśli w tym momencie brzmi – nie wiem.
Czasami wystarczy tylko postawić pytanie.
Nie szukać odpowiedzi.
Kiedy będziesz gotowy, ona przyjdzie.

Nie próbuj zatem powtórzyć czyjegoś sukcesu.
Nie chodź na skróty.
Poświęć czas (a raczej zainwestuj) w poznanie tego,
co TY chciałbyś robić, w czym TY jesteś dobry,
czyli do czego zostałeś stworzony.
Możesz to zrobić w stanie odprężenia, zaufania do siebie.
Dopóki się spinasz i (za)bardzo chcesz,
trudno to dostrzec.
Wierzę, że sukces jest jeden – 
przeżyć życie na własny sposób (Christopher Morley)

 na skróty

dwa w jednym, czyli przełom

W związku z tym, że życie to ciągła zmiana ;)
dzisiaj to, czego nie zdążyłam powiedzieć,
a jeszcze parę dni temu było aktualne,
czyli, o tym jak brakowało mi słów:

Dawniej należałam raczej do osób pełnych wątpliwości, obaw i niepewności.
Ale TEGO jestem pewna.
Mam TO!
Niestety żadne słowo nie oddaje tego co mam na myśli.
Albo jeszcze go nie znalazłam. Więc niech TO będzie TYM.

Wspaniałe uczucie – przepełnienie Pewnością.
Od początku do końca, a raczej – bez końca – Głębia.
I to niezmącone uczucie Pełni.
Poczucie, że wszystko jest dokładnie tak, jak ma być.

Długo sama nie wiedziałam czy TO, to: Świadomość, Rzeczywistość, Bóg, Prawda, Wiara, Sens..
Były wątpliwości, ale bez popędzania. Uznałam, że widocznie jeszcze nie czas żebym wiedziała.

I nagle mnie olśniło.
Samo do mnie przyszło.
TO to..  JA.
Moja pewność.
I jednocześnie wszystkie powyższe opcje również.

Coraz lepiej rozumiem co chciał powiedzieć Sokrates:
Poznaj samego siebie, a stanie przed tobą otworem cały świat.

Albo Różewicz:
Długo wędrowałem, zanim doszedłem do siebie. 

dwa w jednym, czyli przełom

warto spróbować..

..uśmiechać się częściej :)

Uśmiechaj się do ludzi. Do tych, których mijasz w szkole, pracy, na ulicy.
Do osób spotykanych w windzie i sklepie. Każde spotkanie ma znaczenie.
Wymiana uśmiechu i kilku przyjaznych zdań mogą okazać się
ważniejsze niż sądzisz (dla Ciebie albo dla kogoś innego).

Odpręż się i uśmiechnij. Nie bój się, że zostaniesz zraniony
– wykorzystany albo oszukany. Przeważnie ta druga osoba ma takie same lęki jak Ty.

Uśmiechaj się, a świat uśmiechnie się do Ciebie. Zawsze działa! Sprawdzone :)

warto sprobowac

I jeszcze kilka faktów dla nieprzekonanych (zebrane w sieci i na półkach z książkami):

  • w mózgu istnieją tzw. neurony lustrzane, które są odpowiedzialne za rozpoznawanie emocji z twarzy drugiej osoby; po takim rozpoznaniu uruchamiają one obszary w naszym mózgu odpowiedzialne za te same emocje,
  • uśmiechanie się wpływa korzystnie na oddech; podczas śmiania się szybciej oddychamy co jest dobrym ćwiczeniem dla przepony, gardła, a także zwiększa dotlenienie krwi i jej przepływ,
  • śmiech stymuluje wydzielanie się w mózgu hormonów zwanych endorfinami, są to substancje chemiczne o podobnym składzie jak morfina i heroina; działają one uspokajająco i wzmacniają układ odpornościowy,
  • (teraz moje ulubione) sam fakt uśmiechania się, nawet sztucznego powoduje wydzielanie endorfin w mózgu, a więc produktem ubocznym uśmiechu jest poprawa nastroju!

o ironio!

hmm planowałam dzisiaj napisać o pewności, niezmąconej radości,
a obudziłam się pełna wątpliwości. Nie, nie TEGO najważniejszego,
bo to Jest Jakie Jest (codziennie za to dziękuję [i proszę o jeszcze ;)]).
Mówię o rozedrganiu, uczuciu pokawałkowania, potrzebie galopu, zdążenia,
zrobienia więcej i lepiej. Dzisiaj mój mały blog mógłby być wsparciem dla mnie samej ;)
Wiem, że to tylko myśli, galopujące i ścigające się. Wiem już nawet
co trzeba wtedy zrobić. A jednak mam ochotę potaplać się trochę w tym chaosie.
Ponarzekać, że wszystkiego jest za dużo: myśli, słów, możliwości wyboru,
zadań do wykonania, kątów do ogarnięcia, ludzi do zadbania, książek do przeczytania,
zaległości do nadrobienia. Mam ochotę poużalać się nad sobą, zanim wyjdę z siebie,
stanę obok i będę tylko obserwatorem. Tych psikusów umysłu. Bo jutro znowu będzie inaczej.
I nawet jeszcze nie wiem jak. Już przestałam się łudzić, że to ja o tym decyduję. Biorę co dają ;)

o ironio